„Grzechy Przodków" Ewa Lange - recenzja
Wraz z informacją o śmierci siostry, pojawiła się kolejna. Klaudia odziedziczyła spadek. Niby nic wielkiego. Stary rodzinny dom, a właściwie ruina. Spadek ten staje się jednak nowym otwarciem. Kobieta dowiaduje się, że tak naprawdę nic nie wiedziała o swoich przodkach, a matka, która zmarła już jakiś czas temu, skrywała sekrety, których ujawnienie wywraca życie Klaudii do góry nogami.
Dotychczasowe spokojne życie zamienia się w prawdziwy rollercoaster, głównie za sprawą przepowiedni, którą usłyszała w dzieciństwie, a wierciła jej głowę nieustannie przez minione lata. „Strzeż się liczb dziewiętnaście i trzydzieści siedem, bo przyniosą ci prawdę, której nie chcesz znać”. To co teraz dzieje się wokół niej, wskazuje jasno. Przepowiednia zaczyna się spełniać.
Najnowsza książka Ewy Lange to prawdziwy majstersztyk. Autorka po raz kolejny zastosowała ciekawy zabieg, prowadzać główną fabułę we współczesności, jednocześnie prowadzać druga linię czasową w okresie międzywojennym. Czy to dobry pomysł? Uważam, że świetny.
Główny wątek jest oparty o strzępki informacji z przeszłości. Główna bohaterka, podobnie jak czytelnik, odkrywa poszczególne elementy układanki, krok po kroku posuwając się do przodu w walce o wyjaśnienie swojej przeszłości.
Dwie linie czasowe wzajemnie się przeplatające oraz listy z przeszłości są pewnego rodzaju narzędziem stopniowego odkrywania tajemnicy. Według mnie taki zabieg buduje napięcie, nadaje fabule emocjonalną głębię i sprawia, że finalne rozwiązanie staje się wyjątkowo satysfakcjonujące.
Ewa Lange nie byłaby sobą gdyby nie odpaliła w pewnym momencie bombowego plot twistu. Ten finał sprawia, że książka zostaje w pamięci na długo.
Polecam gorąco

